Blog
Skąd się wzięła Miodowa Pracownia i dlaczego akurat Poznań
Pracownię założyłam w 2018 roku po kilku latach pracy w większych biurach projektowych na Wildzie. Chciałam robić projekty, za które mogę ręczyć osobiście, a nie takie, które pięć rąk poprawia do momentu, gdy nikt już nie wie, czyj to pomysł. Nazwę wymyślił Marek, mój wspólnik, którego rodzina przez pokolenia prowadziła pasiekę pod Szamotułami. Miód kojarzył mu się z czymś, co wymaga cierpliwości i precyzji. Nie romantycznym gestem, ale konkretną robotą. Tak samo chcieliśmy myśleć o architekturze.
Poznań to miasto, które zmienia się szybko, ale nie zawsze z głową. Widzimy to codziennie, jeżdżąc między Jeżycami a Ratajami. Stara kamienica obok nowej bryły ze szkła i stali, a między nimi podwórko, które nikt od trzydziestu lat nie tknął. W tej przestrzeni jest ogromna praca do zrobienia i to nas tutaj trzyma.
Projekt łazienki w kamienicy z 1912 roku: co się naprawdę dzieje za ścianami
W zeszłym roku pracowałam nad przebudową mieszkania na Św. Marcinie. Kamienica z 1912 roku, wysokie stropy, okna prawie od podłogi do sufitu, oryginalna posadzka z lastriko w korytarzu. Klientka, pani Zofia, chciała zachować jak najwięcej z tego, co zastała, ale łazienka musiała zostać zrobiona od zera. Stara instalacja nie nadawała się nawet do częściowego odtworzenia.
Kiedy zerwaliśmy okładziny, okazało się, że ściany działowe postawiono w latach siedemdziesiątych bez żadnego związku z oryginalnym układem. Cegła pod tynkiem była jednak w świetnym stanie. Zdecydowałam, że fragmenty zostawmy widoczne, ale nie jako dekorację w stylu loft, tylko jako naturalne wypełnienie między nowymi płytami gresowymi w kolorze antracytu. Fugę dobrałam w odcieniu ciepłego beżu, żeby nic nie krzyczało. Efekt jest spokojny i uczciwy wobec historii tego miejsca.
Marek nadzorował układanie instalacji. Hydraulik Ryszard, z którym współpracujemy od 2019 roku, zaproponował poprowadzenie rur wewnątrz nowej zabudowy z płyty GK zamiast kucia w cegle. Tak też zrobiliśmy. Dwa tygodnie roboty, zero niepotrzebnych zniszczeń.
Kilka słów o gresite i dlaczego go nie używamy
Moda na małe mozaikowe płytki wraca co kilka sezonów. Rozumiem ich urok, ale gresite w łazience kamienicy to kłopot w praniu. Fuga to kilkadziesiąt metrów bieżących na metrze kwadratowym i przy twardej poznańskiej wodzie za dwa lata robi się szara bez względu na to, ile razy ktoś ją czyści. Wolimy ceramikę wielkoformatową albo kamień naturalny, gdzie jest mniej spoin i łatwiej utrzymać powierzchnię w przyzwoitym stanie przez lata.
Jak wygląda nasz proces projektowy, krok po kroku
Pierwsze spotkanie zawsze odbywa się na miejscu, w mieszkaniu lub domu klienta. Nigdy w kawiarni, nigdy przez Teams jako jedyne źródło informacji. Chcę zobaczyć, jak światło wpada do kuchni o czternastej, gdzie skrzypi podłoga i co słychać z klatki schodowej. To zajmuje półtorej do dwóch godzin i jest bezpłatne.
Potem przychodzi etap dokumentacyjny: inwentaryzacja z miarami, zdjęcia, notatki. Dopiero na tej podstawie przygotowujemy wstępną koncepcję. Nie zaczynamy od wizualizacji. Zaczynamy od rzutu i przekrojów, bo właśnie tam widać, czy pomysł w ogóle ma sens. Wizualizacja 3D pojawia się na etapie projektu wykonawczego, gdy zmiany są jeszcze możliwe, ale już wiadomo, w którą stronę idziemy.
Całość od pierwszego spotkania do gotowego projektu wykonawczego trwa przeciętnie od ośmiu do dwunastu tygodni. Przy większych realizacjach, jak remont całego piętra w domu jednorodzinnym, bywa dłużej. Informujemy o tym z góry, bo zależy nam na tym, żeby klient wiedział, co kupuje.
Materiały, które polecamy i takie, przed którymi przestrzegamy
Drewno lite kontra deski na HDF to temat, który wraca na każdej rozmowie o podłogach. Deski warstwowe z grubą warstwą użytkową, minimum sześć milimetrów, to uczciwy kompromis dla kogoś, kto ma ogrzewanie podłogowe i nie chce ryzykować ruchów wilgotnościowych, jakie daje lite drewno. Natomiast panele laminowane z rdzeniem HDF to produkt na kilka lat, nie na kilkadziesiąt, i mówimy to wprost, zanim ktokolwiek cokolwiek zamówi.
Tynki mineralne i gliniane przeżywają teraz duże zainteresowanie. Stosujemy je od 2020 roku, głównie na ścianach w salonach i sypialniach. Wymagają wprawnego wykonawcy, bo nałożone niedbale wyglądają źle nawet na zdjęciach. Współpracujemy z Tomaszem, tynkarzem z Murowanej Gośliny, który ma w tym prawie dwadzieścia lat doświadczenia. Efekt jego pracy jest równy, matowy i nie odpada po pierwszym sezonie grzewczym.
Co planujemy napisać w najbliższych miesiącach
W kolejnych wpisach chcemy opisać realizację z ulicy Roosevelta, gdzie połączyliśmy oryginalną stolarkę okienną z nową kuchnią na wymiar, oraz projekt biura dla czteroosobowego zespołu na Grunwaldzie, który musiał zmieścić się w budżecie poniżej osiemdziesięciu tysięcy złotych wraz z materiałami. Oba projekty pokazują, że dobre decyzje projektowe to przede wszystkim decyzje wcześnie podjęte, a nie droższe materiały kupione w ostatniej chwili.
Jeśli jest temat, który chcecie żebyśmy poruszyli, napiszcie przez formularz kontaktowy. Czytamy każdą wiadomość i odpowiadamy zazwyczaj w ciągu dwóch dni roboczych.